jeszcze gorszy
u Shilki to nie zapalenie migdałków, tylko znacznie gorzej, codzienne poranki i wieczory u weterynarza, usg, rtg, badanie krwi, codzienne kroplówki i mnóstwo zastrzyków
Lenka dzielnie i troskliwie znosiła chorobę Shili dopóki Shila miała na zakładane opatrunki różowe w serduszka, wkurzyła się, gdy pani weterynarz skończyły się różowe bandaże i chciała założyć niebieski w czachy (przecież to dla mężczyzn!), na szczęście z pomocą przyszła stażystka i znalazła żółty w koniczynki :)
moje dziecię po tygodniu chodzenia do przedszkola w piątek z zajęć wyszła już z katarem :(
.jpg)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz