wtorek, 31 stycznia 2012

Teatr - miłość od pierwszego spotkania

Za pierwszym razem jechałam trochę z obawami... bo to może za wcześnie, bo to dopiero dwulatka, bo to pora drzemki, itd ale i z wiarą, bo moje dziecko jest przecież wyjątkowe (wiem każda matka tak uważa :)) i napewno będzie ok :) Było nawet bardziej niż ok :) Podobało się wszystko, począwszy od rozkładanych krzeseł :) Królową Śniegu obejrzała z zainteresowaniem, momentami z otwartą buzią, a ja ze wzruszeniem patrząc na jej zaangażowanie. Rozpraszały tylko paluszki, które chrupały dookoła inne dzieci, a my swoich nie mieliśmy bo ja  jako niedoświadczona matka debiutującego w teatrzyku dziecka nie znałam zwyczaju zabierania na spektakl paluszków :) (za czasów mojego dziecięcego chodzenia do teatrzyków zwyczaju tego nie było :)) Dla ratowania sytuacji tata lenkowy poszedł kupić w automacie batona :) Jak sądzę oglądała ze zrozumieniem, bo zadawała odpowiednie pytania i komentowała: nie ma Kaja, gdzie Gerda? Co pewien czas wyrażała ogromną chęć pójścia ma scenę :).

na początek kanapka :)

a na tym zdjęciu oczy ewidentnie mówią, że to pora drzemki


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz